PERFEKCYJNA HARMONIA

Technologia nie powinna zastępować kierowcy, ale mu służyć i wspierać go w każdej sytuacji

W dobie szalonego rozwoju technologii i coraz to nowszych systemów bezpieczeństwa i asystentów kierowcy wielu producentów zapomina o tym co najważniejsze w samochodzie. O kierowcy, jego przyjemności z jazdy i poczuciu harmonii z samochodem. W tej kwestii Mazda może uchodzić za wzór. Japończycy rozwijają swoje samochody pod dyktando poczucia Jinba Ittai – wyjątkowej więzi łączącej człowieka z samochodem. Nowy SUV Mazdy, piękne CX-5, perfekcyjnie wspiera kierowcę i pasażerów w każdej podróży.

Nowa Mazda CX-5 to jedna z najważniejszych premier na polskim rynku tego roku. Japoński kompaktowy SUV powraca na rynek w zupełnie nowym, znacznie nowocześniejszym wydaniu. To nie tylko nowa, jeszcze piękniejsza stylistyka, kompletnie odmienione wnętrze i dopracowane jednostki napędowe, ale także cały zestaw nowoczesnych systemów i asystentów kierowcy.
W tym miejscu warto jeszcze raz wrócić do Jinba Ittai. Japoński termin oznaczający jedność konia z jeźdźcem stanowi podstawę filozofii projektowania samochodów Mazdy.

To więź, której nie da się wyrazić słowami; coś więcej, niż tylko pokonywanie kilometrów. To jedność kierowcy z samochodem i podróżowanie razem w doskonałej harmonii. Zgodnie z tą filozofią inżynierowie Mazdy opracowali wszystkie systemy wspierające kierowcę. Właśnie dlatego kierowca nie ma poczucia, że traci kontrolę nad samochodem i zostaje zastąpiony sztuczną inteligencję. Wręcz przeciwnie - technologia Mazdy wspiera go na każdym kroku.

Ważną nowością jest system G-Vectoring Control (GVC), który jest pierwszym systemem pakietu Skyactiv-Vehicle

Dynamics. Nowy zestaw technologii kompleksowo kontroluje pracę silnika, skrzyni biegów, podwozia i nadwozia, aby dostosowywać auto do warunków na drodze. Zadaniem samego GVC jest kontrolowanie wartości momentu obrotowego i optymalizowanie dociążenia poszczególnych kół. Wpływa to na precyzję prowadzenia i komfort jazdy. System reaguje błyskawicznie – dosłownie w ciągu milisekund.
Pewność i przyjemność prowadzenia zapewnia także zaawansowany napęd na cztery koła i-ACTIV AWD. Wykorzystuje on aż 27 czujników i uruchamia się dokładnie wtedy,

gdy kierowca tego potrzebuje. i-ACTIV AWD dostosowuje moc do warunków 200 razy na sekundę, dbając o doskonałą przyczepność. I GVC, inteligentny napęd 4x4 pozwalają kierowcy stale kontrolować sytuację na drodze i w pełni wykorzystywać możliwości, jakie zapewniają nowoczesne silniki i skrzynie biegów Skyactiv. Opracowane samodzielnie przez Mazdę silniki zapewniają wyjątkowe osiągi, niskie spalanie, a przy tym niewielką emisje szkodliwych substancji. Do wyboru mamy dwie wersje benzynowych: SKYACTIV-G 2.5l o mocy 194 KM, SKYACTIV-G 2.0 o mocy 160 KM oraz 2,2-litrowy diesel Skyactiv-D o mocy 175 KM.

  • Fot. Materiały Partnera

  • Fot. Materiały Partnera

  • Fot. Materiały Partnera

  • Fot. Materiały partnera

Nowa Mazda CX-5 czuwa nad bezpieczeństwem kierowcy i pasażerów na każdym kroku. Pakiet technologii bezpieczeństwa i-ACTIVSENSE można nazwać elektronicznym aniołem stróżem. Co ważne, dba nie tylko o bezpieczeństwo, ale też najwyższą przyjemność z jazdy. Kamery i czujniki wykrywają potencjalne zagrożenia z odpowiednim wyprzedzeniem, minimalizując ryzyko kolizji i ostrzegając kierowcę za pomocą wyświetlacza Head-up, który przekazuje mu odpowiednie informacje, wyświetlając je na szybie przedniej. System wspomagania hamowania Smart City z funkcją rozpoznawania znaków drogowych, adaptacyjny układ utrzymywania stałej prędkości,

adaptacyjne diodowe światła przednie oraz wiele innych rozwiązań zapewniają bezpieczeństwo kierowcy i jego rodzinie w każdej sytuacji na drodze.

Na wrażenia z jazdy wpływa także wnętrze. Jakość wykorzystanych materiałów i ich spasowanie, a to w samochodach Mazdy stoi na najwyższym poziomie. Projekt kabiny nowej Mazdy CX-5 powstał z myślą o nierozpraszającej kierowcę ergonomii. Wyróżnia się on przestronnością, drobiazgowym dopracowaniem detali oraz najwyższą jakością materiałów i perfekcyjnym dopasowaniem poszczególnych elementów.

Skórzana kierownica modelu CX-5 pewnie leży w dłoniach i wyróżnia się zoptymalizowanym kształtem. Prezentuje się ona bardziej elegancko, dzięki smuklejszym satynowo metalicznym elementom dekoracyjnym w dolnej części ramion. W wybranych wersjach dostępny jest również system podgrzewania koła kierownicy, który posiada funkcję automatycznej dezaktywacji po upływie 30 minut.
W zależności od wybranej wersji dostępne są dwa rodzaje wyświetlacza przeziernego head up. Mazda CX-5 może zostać wyposażona w nowy typ wyświetlacza, prezentujący dane bezpośrednio na szybie czołowej i na wysokości linii wzroku kierowcy, co znacznie przyspiesza i ułatwia ich odczyt. Drugi typ wyświetlacza pokazuje dane w sposób klasyczny, czyli na panelu powyżej zespołu zegarów.
7-calowy ekran dotykowy wykorzystujący technologię Optical Bonding, czyli wypełnienia żywicą szczeliny między modułem LCD a panelem dotykowym, co pozwala znacznie zredukować refleksy świetlne i zdecydowanie poprawia czytelność prezentowanych treści, dzięki czemu kierowca może szybciej i sprawniej odczytać prezentowane informacje.
Każdy lubi w długiej trasie lub korku posłuchać ulubionej muzyki. Za nagłośnienie japońskiego SUV-a odpowiada uznana firma Bose.
Zmodyfikowano konstrukcję wszystkich foteli, dzięki czemu oferują one teraz jeszcze lepsze podparcie ciała, wyższy komfort podróżowania oraz znacząco ograniczają zmęczenie, nawet podczas długiej jazdy. Istnieje możliwość regulacji kąta nachylenia oparcia tylnej kanapy.

Kierowca ma wszystko pod ręką i w zasięgu wzroku. Wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy, ale ma to bardzo duży wpływ na bezpieczeństwo podczas jazdy. Przykładowo, wysoko umieszczony ekran systemu multimedialnego i wyświetlacz head-up sprawiają, że nie trzeba odrywać oczu od drogi, a i tak wszystko widzimy.

Mazda CX-5 to zdecydowanie jeden z najciekawszych kompaktowych SUV-ów na rynku. Mazda to marka jedyna w swoim rodzaju – nigdzie nie idzie za większością i sama wybiera dla siebie swoją drogę. Wyróżnia się nie tylko piękną stylistyką, eleganckim wnętrzem czy ofertą silnikową, ale także podejściem do kierowcy i pasażerów. To oni są tu na pierwszym miejscu, a wszystkie technologie zaprojektowano tak, aby był kompanami i pomocnikami w trasie.

Design i ruch. Niesamowite projekty inspirowane ruchem

Pojawiły się w latach 80. XX wieku, gdy architekci, projektanci i designerzy piękno dostrzegli nie w statyce, ale w ruchu. Powstawały wówczas formy wyzwolone od ograniczeń narzucanych przez funkcję. Miały nieregularne kształty, sprawiały wrażenie płynących, będących w ciągłym ruchu.

Inspiracje ruchem można dziś odnaleźć w projektach architektonicznych, przedmiotach codziennego użytku i w samochodach.

Falujące formy Franka Gery'ego

Jednym z najbardziej znanych projektów architektonicznych inspirowanych ruchem jest „Tańczący dom” w Pradze (Czechy), autorstwa pary architektów: Vlado Milumoca i Franka Gery'ego. W kształcie budynku można dopatrzeć się sylwetki tańczącej pary. Budynek powstał w 1996 roku i

mieści biura. Zresztą Frank Owen Gehry, amerykański architekt, laureat Nagrody Pritzkera z 1988 roku, przyznawanej dla tych twórców, którzy poprzez sztukę, talent, wizjonerstwo mają znaczący wkład w rozwój środowiska człowieka, jest jeden z głównych przedstawicieli stylu czerpiącego inspiracje z ruchu. Budynki Gehry'ego składają się z powyginanych brył, mocno pochylonych ścian i pofalowanych przestrzeni.

Znakomitym przykładem sposobu myślenia Franka Gehry'ego o architekturze jest Muzeum Guggenheima w Bilbao (Hiszpania).

  • Walt Disney Concert Hall, proj. Frank Ghery. fot. Library of Congress

    Walt Disney Concert Hall, proj. Frank Ghery. fot. Library of Congress

  • Broad Art Museum w Michigan. fot. Dj1997, CC BY-SA 3.0

    Broad Art Museum w Michigan. fot. Dj1997, CC BY-SA 3.0

  • Hotel Marqués de Riscal w Elciego, Hiszpania, proj.l Frank Ghery. fot. Nicola, CC BY-SA 3.0.

    Hotel Marqués de Riscal w Elciego, Hiszpania, proj.l Frank Ghery. fot. Nicola, CC BY-SA 3.0.

  • Muzeum Guggenheima w Bilbao, fot. Frank Ghery. fot. Zarateman, CC0 1.0 Universal (CC0 1.0)

    Muzeum Guggenheima w Bilbao, fot. Frank Ghery. fot. Zarateman, CC0 1.0 Universal (CC0 1.0)

  • Heydar Aliyev Cultural Center w Baku, proj. Zaha Hadid. fot. Public Domain

    Heydar Aliyev Cultural Center w Baku, proj. Zaha Hadid. fot. Public Domain

  • PolyU, Hung Hom, Hong Kong, fot. CC-BY-3.0

    PolyU, Hung Hom, Hong Kong, fot. CC-BY-3.0

Do zaprojektowania obiektu Gehry posłużył się programem komputerowym CATIA. Konstrukcja muzeum przypomina ogromną rzeźbę o dynamicznej formie, falistych liniach i płynnych powierzchniach. Galerie wystawowe rozmieszczono na trzech poziomach.

Głównymi materiałami użytymi do budowy były blacha tytanowa i szkło. Muzeum wznoszono od października 1994 roku do października 1997 roku. Oficjalne otwarcie nastąpiło 19 października 1997 roku.

Targane wiatrem prace Zahy Hadid

W 2004 roku Nagrode Pritzkera otrzymała Zaha Hadid, brytyjska architektka irackiego pochodzenia. Jej prace wymykających się wszelkim regułom, zaprzeczają podstawowym prawom fizyki i geometrii. Budynki wiją się, falują, choć zbudowane są zwykle z surowego betonu. Pierwszym budynkiem, który projektowała Hadid, jest siedziba straży pożarnej fabryki Vitra w Weil nad Renem w Niemczech z 1993 roku. Obecnie pełni ona funkcję pawilonu wystawienniczego.

Bardzo ciekawy jest budynek Zahy Hadid z 2010 roku - MAXXI Muzeum Sztuki Współczesnej w Rzymie (Włochy). W bryle dominują linie horyzontalne, kolejne piętra masywnego budynku zdają się wspinać jak estakady na autostradzie.

Stół projektu Zahy Hadid. fot. mat. prasoweStół projektu Zahy Hadid. fot. mat. prasowe

Głównym elementem wnętrza są surowe betonowe ściany i czarne, wijące się schody holu głównego. Naturalne światło zapewnia szklany dach. Architektura MAXXI Muzeum w Rzymie została uhonorowana wieloma nagrodami.

Ruch widać także w projekcie Zahy Hadid w Mediolanie, w budynku CityLife Milano, powstającym na terenie dawnych targów. Cały kompleks to trzy wieżowce, z których najwyższa wieża tworzy spiralę, sprawiającą wrażenie ciągłego obrotu. Z kolei Muzeum w Michigan (USA) przypomina rufę statku targanego falami oceanu.

Komoda Magistral, proj. Sebastian Errazuriz. Fot. materiały prasoweKomoda Magistral, proj. Sebastian Errazuriz. Fot. materiały prasowe

Jego szafka sprawia wrażenie niezwykle delikatnej i eleganckiej. Inspiracją do stworzenia szafki były klawisze fortepianu oraz sposób, w jaki otwierają się drzwi luksusowych samochodu. Z ruchomych listewek można tworzyć dowolne kompozycje rzeźbiarskie, nie tracąc przy tym podstawowej funkcji mebla , jakim jest przechowywanie przedmiotów.
Inna praca Sebastiana Errazuriza to półka Bilbao. Jest stylizowana na pochylone wiatrem gałęzie drzewa. Rzeźbiarska drewniana konstrukcja ma szklane półki, na których stoją przedmioty. Całość zda się płynąć w powietrzu.

„Dziwne” meble Sebastiana Errazuriza

Inspiracje ruchem odnaleźć można również w projektowaniu przedmiotów użytkowych. Oto np. niska szafka-komoda Wave Cabinet na stalowych nogach stworzona przez Sebastiana Errazuriza, jednego z najlepszych młodych projektantów na świecie. Urodzony w 1977 roku w Chile, wychował się w Londynie, a studia designu ukończył w Santiago oraz w Nowym Jorku. W 2006 roku został drugim w historii żyjącym artystą z Ameryki Południowej, którego prace były wystawiane przez dom aukcyjny Sotheby’s na prestiżowej aukcji Important Twentieth Century Design. Mieszkający w Nowym Jorku Errazuriz specjalizuje się w pracach z drewna.

Komoda Porcupine. Fot. materiały prasoweKomoda Porcupine. Fot. materiały prasowe

Dzikość Roee Magdassi

Designerem czerpiącym ze świata natury jest Roee Magdassi, absolwent Akademii Sztuki i Projektowania Bazalel w Jerozolimie. Forma jego kolekcja mebli „Tre" wywodzi się z kształtów dzikich zwierząt. Artysta zbadał proporcje ciał zwierząt,

a następnie uprościł ich formy do podstawowych figur geometrycznych. I tak powstał stół, który odwzorowuje ruchy przyczajonego lampart gotowego rzucić się na swoją ofiarę, a lampa LED przypomina żyrafę na safari.

Piękno ruchu w Mazdzie

Żywioły i siły przyrody tkwią również u podstaw projektu nowych modeli samochodów Mazda. Wyrażają one stylistykę KODO, czyli piękno ruchu, chwilę, w której moc i siła znajdują ujście. Jest to np. moment, w którym gepard spina mięśnie zanim ruszy w pogoń za zdobyczą. To siła, szybkość, napięcie mięśni i piękno w jednym. Należy pamiętać, że samochód nie służy jedynie do przemieszczania się z punktu A do punktu B, ważne jest, by móc na nim polegać i czerpać inspiracje. Zgodnie z tą filozofią powstają nowe modele samochodów Mazdy - mają nie tylko siłę, ale i atrakcyjny wygląd.

Wnętrze jest proste, ale z duszą, producent zadbał o najmniejsze szczegóły. Elegancka sylwetka zdradza ukryty charakter auta – silny i mocny. Samochód zgodnie z filozofią KODO stwarza wrażenie ruchu, nawet, gdy stoi. Patrząc na Mazdę, gołym okiem widać japońską precyzję. Wygląd jest zapowiedzią niezwykłego komfortu jazdy, bezpieczeństwa i technologicznej innowacji. Czy można chcieć czegoś więcej od samochodu? Wydaje się, że Mazda znalazła idealny kompromis między designem, ruchem a technologią. Te samochody zdecydowanie inspirują podobnie, jak powyżej wspomniane projekty, w których starano się uchwycić ruch. Za to właśnie tak je podziwiamy.

Jedyny taki SUV na rynku. Testujemy nową Mazdę CX-5 [Wideo]

Poczucie Jinba Ittai, filozofia KODO i technologia SkyActive. To dzięki tym terminom Mazda CX-5 jest olbrzymim bestsellerem marki i zdobywa serca kierowców na całym świecie. Ale co to wszystko tak naprawdę oznacza w praktyce? Postanowiliśmy to sprawdzić i przetestować piękną Mazdę na polskich drogach.

Architektura kinetyczna – ściany, które się ruszają

O ruchomych budynkach marzyli futuryści na początku XX wieku, wędrujące gmachy rysowali członkowie grupy Archigram, a kinetyczne elewacje projektował Buckminster Fuller. Jednak dopiero XXI wiek przyniósł rozwiązania techniczne, pozwalające tworzyć naprawdę działające ruchome elewacje. Najczęściej są one nie tylko efektownym rozwiązaniem estetycznym, ale pełnią też ważną funkcję.

Futuryści fascynowali się wynalazkiem, który raz na zawsze zmienił postrzeganie czasoprzestrzeni, a jego posiadaczom dał poczucie wolności. Samochód zmienił diametralnie styl życia w XX wieku. Dzisiaj producenci aut stają przed nowymi wyzwaniami, tak jak niegdyś futuryści. Prześcigają się szukając nowych rozwiązań technologicznych zapewniających szybką i komfortową jazdę oraz produkują samochody bardziej przyjazne dla środowiska. Nie bez znaczenia pozostaje też ich wygląd. Designerzy szukają formy przywodzącej na myśl ruch i przemieszczanie się. Taką filozofię głosi Mazda, mówiąc o nowym stylu projektowania, który nazywa KODO. Projektantom Mazdy zależało przede wszystkim na znalezieniu duszy ruchu i wyrażeniu jej w metalu, czyli w karoserii. W wyniku takiego podejścia samochód wygląda jakby był w ruchu, nawet kiedy stoi. Poszukiwania architektoniczne nie pozostają w tyle.

Projektanci budynków od lat zastanawiają się jak nieruchomości zmienić w ruchomości. Okazuje się, że ruchome elementy nie tylko nie zaburzają solidności wzniesionych gmachów, ale potrafią się też przysłużyć zwiększeniu ich funkcjonalności i wygody użytkowania. Kinetyczne ściany najczęściej są bowiem wykorzystywane do osłony przed słońcem – rano lub po zmroku elewacje rozsuwają się , w południe zamykają. Tego typu rozwiązania są szczególnie przydatne w tych częściach świata, gdzie słońce grzeje szczególnie mocno. Młody projektant Tyler Short kinetyczną fasadę uczynił tematem swojej pracy dyplomowej na Uniwersytecie w Oregonie. Zaprojektował on system ruchomych, zewnętrznych, drewnianych żaluzji, które doskonale dają się stosować w niewielkich budynkach, w których nie ma miejsca na instalowanie skomplikowanych maszyn sterujących.

Za pomocą prostego układu lin i kół zębatych młody architekt rozwiązał problem wielu budynków mieszkalnych czy handlowych, w których w obawie przed nadmiernym nasłonecznieniem nie można było projektować dużych witryn czy okien.

Upał, panujący w Dubaju także skłania do szukania nowoczesnych metod ochrony przed nim. Zespół z pracowni Normana Fostera projektując sklep firmowy marki Apple także skorzystać z kinetycznej elewacji. Lekkie, ażurowe żaluzje z włókna węglowego osłaniają dwukondygnacyjną szklaną fasadę budynku kiedy słońce świeci prosto na nią. Po zmroku rozsuwa się je, otwierając tym samym widok na położony w pobliżu najwyższy budynek świata – Burji Khalifa.

Apple Store, Dubaj Fot. decomyplace.comApple Store, Dubaj Fot. decomyplace.com

Technikę z estetyką połączył także Jean Nouvel, projektując Instytut Świata Arabskiego w Paryżu. Francuski laureat Nagrody Pritzkera już w 1981 roku zaprojektował na południowej elewacji gmachu system ruchomych „przysłon”. Elewację podzielono na niewielkie, kwadratowe pola, z których każde wypełniono poruszaną elektrycznie przysłoną, taką samą, jak w aparacie fotograficznym. Ozdobne metalowe „listki” przysłony otwierają się i zamykają, w zależności od pory dnia.

Ruchome, metalowe, ażurowe panele stanowią też elewacje budynku Uniwersytetu Syddansk na kampusie w duńskim mieście Kolding. Pracownia Henning Larsen Architects opracowała dla gmachu kompozycję z ruchomych przysłon znacząco obniżając w ten sposób koszty utrzymania budynku: możliwość regulacji jego nasłonecznienia, nagrzania czy schłodzenia, jakie daje kinetyczna elewacja są przeliczalna na pieniądze.

Architektura, która się porusza, może pełnić także inne funkcje. Holenderski architekt Caspar Schols w 2016 roku zaprojektował drewniany dom dla swojej matki. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że marzeniem przyszłej właścicielki był budynek. zmieniający wielkość. Pani na co dzień nie potrzebuje bowiem wiele przestrzeni, jednak jej pasją jest wyprawienie przyjęć dla rodziny i znajomych. Syn – architekt stworzył więc budowlę, którą w prosty sposób, rozsuwając ułożone w prowadnicach ściany, można powiększać i zmniejszać, a także otwierać na otaczającą zieleń.

Showroom Kiefer Technic, Fot. decomyplace.comShowroom Kiefer Technic, Fot. decomyplace.com

W 2008 roku pod Warszawą stanął Dom Bezpieczny, który za pomocą ruchomych elementów elewacji i rozsuwanego ogrodzenia może zmienić się z nieodstępną twierdzę, zapewniającą mieszkańcom stuprocentowe bezpieczeństwo. Szef pracowni KWK Promes także projektując dom dla siebie samego użył ruchomych elementów: elewacje domu w Brennej, zwanego Arką Koniecznego, rozsuwają się, a wejście do budynku wiedzie przez „most zwodzony”, czyli składaną kładkę. Dzięki poruszającym się ścianom dom można zamknąć – chroniąc wnętrze przed obcymi, lub w całości otworzyć na piękny krajobraz dookoła.

Jak widać ruchoma architektura przestaje być ekstrawaganckim rozwiązaniem i staje się codziennością.

Caspar Schols wymyślił taki system przesuwania ścian, że do zmiany ich położenia wystarczy tylko siła ludzkich mięśni. Jeszcze inne zastosowanie dla ruchomej architektury znalazł Santiago Calatrava, który w Milwaukee Art Museum zaprojektował ruchome zadaszenie prowadzącego do muzeum mostu. Widowiskowa, biała konstrukcja do złudzenia przypomina rozpięte wysoko, szerokie skrzydła. Wprawienie ich w ruch stanowi już samo w sobie wielką atrakcję, a ich położenie zależy od pogody: skrzydła mogą zwiedzających chronić przed słońcem, wiatrem, deszczem. Austriacka firma Kiefer Technic, zajmująca się produkcją najnowocześniejszych rozwiązań technicznych m.in. dla medycyny projekt swojego głównego biura, połączonego z salonem pokazowym powierzyła pracowni Ernst Giselbrecht + Partner. Architekci zaprojektowali ruchome elewacje w formie składających się harmonijkowo paneli – poza wszystkimi praktycznymi zaletami owa kinetyczna fasada jest też swoistą reklamą firmy, zajmującej się nowoczesną technologią.

Nowoczesnych i oryginalnych ruchomych elementów architektury nie trzeba szukać daleko. Dach Stadionu Narodowego w Warszawie – to także przykład kinetycznej architektury. Potężna konstrukcja zadaszenia największego polskiego stadionu może się rozsuwać i zamykać. W ruchome elementy zaopatruje projektowane przez siebie domy także Robert Konieczny.

Arka Koniecznego, Brenna, Fot. decomyplace.comArka Koniecznego, Brenna, Fot. decomyplace.com

Coraz łatwiej i taniej jest zbudować gmach o ruchomych elewacjach, a zrealizowane już budowle pokazują, że takie rozwiązania mają wiele zalet. Czy następnym rokiem będzie zastosowanie w rzeczywistości utopijnych wizji grupy Archigram z lat 60. XX wieku, czyli budynki, które umieją chodzić?

Odkrywaj Japonię na różne sposoby

Tych miejsc nie możesz przegapić

W Japonii na każdym kroku napotkamy kontrasty. Choć to jeden z najlepiej rozwiniętych krajów świata, w wielu miastach wciąż można poczuć średniowiecznego ducha Kraju Kwitnącej Wiśni. I właśnie to jest w Japonii najpiękniejsze – obserwowanie, jak na naszych oczach historia miesza się z nowoczesnością. Oto najważniejsza miejsca w Japonii – musisz je zobaczyć, jeśli chcesz poznać jej wyjątkowy charakter.

Pierwsze miasto, które nasuwa się na myśl, kiedy wspominamy o Japonii, to oczywiście Tokio. I od zwiedzania stolicy proponujemy zacząć przygodę z tym krajem. Na pewno trzeba zobaczyć tam imponujących rozmiarów Pałac Cesarski, który służy jako główna rezydencja cesarza, choć pełni tylko funkcje reprezentacyjne. Powstał w miejscu dawnego Zamku Edo, który niegdyś należał do szogunów z rodu Tokugawa.
Pałacu nie stanowi jednak jeden budynek, a całych ich zespół. Na jego terenie znajduje się też Agencja Dworu Cesarskiego,

Departament Muzyki, Departament Archiwów i Mauzoleów, warto na pewno zainteresować się Muzeum Zbiorów Cesarskich, bo na jego kolekcję składa się aż 10 tysięcy eksponatów. Wrażenie na turystach robi również Sala Koncertowa. Wszystko za sprawą nietypowego kształtu jej dachu, który wyglądem ma przypominać kwiat powojnika, a także ścian wyłożonych porcelaną i kolorowymi płytkami tworzącymi oryginalną mozaikę z wizerunkami ptaków, słońca, gwiazd i księżyca.

ŚWIĄTYNIA SENSO-JI Fot. iStockŚWIĄTYNIA SENSO-JI Fot. iStock

Tokio to również dwie niezwykle ważne świątynie. Pierwsza z nich, Senso-ji w dzielnicy Asakusa, jest jedną z najczęściej odwiedzanych przez turystów. To również najstarsza świątynia w mieście – powstała w okresie Edo. Jeśli w waszych głowach przed odwiedzeniem Japonii powstał jakiś obraz tego, jak mogą wyglądać miejsca kultu w tym kraju, to Senso-ji prawdopodobnie będzie doskonałym odzwierciedleniem waszych wyobrażeń. Jest to kwintesencja japońskiej architektury sakralnej. Budynek utrzymanych jest w barwach czerwonej, złotej i czarnej. Dach przybrał charakterystyczny, powyginany kształt, a w pobliskich bramach porozwieszane są czerwone lampiony.

Drugim ważnym miejscem religijnym w stolicy jest świątynia Meiji Jingu, która powstała jako hołd dla cesarza Meiji – to ten władca wprowadził Kraj Kwitnącej Wiśni na drogę rozwoju i modernizacji. W jej wnętrzu umieszczono nawet prochy postępowego cesarza, które Japończycy traktują z prawdziwą czcią i szacunkiem – to narodowa relikwia. Meiji Jingu jest najważniejszym miejscem kultu dla wyznawców Shinto. Zanim wejdziemy do środka, należy odpowiednio się zachować i przygotować.

Najpierw, przechodząc przez bramy, powinniśmy się pokłonić. Tak samo należy postąpić przy wychodzeniu. Na terenie świątyni znajduje się miejsca zwane temizuya, czyli chrzcielnica. Tam każdy przybysz powinien obmyć dłonie i przepłukać usta. Kiedy już dotrzemy do głównych budynków świątynnych, powinniśmy się ukłonić, klasnąć dwukrotnie w dłonie, pomyśleć życzenie i ponownie się ukłonić.

  • Linia horyzontu nad rzeką Sumidą Fot. iStock

  • Tokijska młodzież po szkole chętnie spędza czas na ulicy Takeshita-dori, przy której mieszczą się butiki Fot. iStock

  • Meiji Shrine, Shibuya, Tokyo Fot. iStock

  • Hiroshima, Pomnik Pokoju Fot. iStock

Pałac i świątynie to miejsca charakterystyczne dla dawnej Japonii. Tokio ma też oczywiście swoje drugie, bardziej nowoczesne oblicze. Na pewno zalicza się do niego dzielnica Harajuku, na której można spotkać wiele kolorowo ubranej i ekscentrycznie wyglądającej młodzieży. Dla japońskich nastolatków to swego rodzaju odskocznia, kiedy po dniu spędzonym w szkole mogą zdjąć eleganckie mundurki i założyć przyciągający uwagę strój. Największe szanse na przyjrzenie się tokijskiej młodzieży będziemy mieć na ulicy Takeshita-dori. Tam też znajduje się szereg sklepów – od modnych i drogich butików projektantów, po miejsca z naprawdę tanią odzieżą.

Jeśli chcemy podziwiać stolicę z góry, powinniśmy wybrać się na jeden z punktów widokowych – Tokyo Skytree lub z Tokyo Metropolitan Government Building. Pierwsza z nich znajduje się w dzielnicy Sumida i ma aż 634 metry, co czyni ją wyższą nawet od Canton Tower w Kantonie w Chinach. Z kolei na Tokyo Metropolitan Government Building składają się dwa wieżowce mierzące 243 metry. Zaletą drugiego z budynków jest to, że można odwiedzić go za darmo. Rozciąga się stamtąd piękna panorama miasta, widać wszystkie najważniejsze miejsca i punkty.

W podróży po Japonii nie można pominąć miasta ważnego m.in. z historycznego punktu widzenia. Chodzi oczywiście o Hiroszimę, na którą w 1945 roku USA zrzuciły bombę atomową. W mieście znajduje się Park Pokoju poświęcony temu wydarzeniu i wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. W parku zobaczymy Pomnik Pokoju, który bywa nazywany również Kopułą Bomby Atomowej. To nic innego, jak budynek wystawowy pochodzący z 1915 roku. 30 lat później w niedużej odległości od niego miała miejsce eksplozja, w wyniku której miejsce zostało znacznie, choć nie całkowicie, zniszczone. Obecnie można oglądać budynek w takim stanie, w jakim był tuż po wybuchu bomby.
Liczne fakty i szczegóły dotyczące samego zrzucenia bomby na Hiroszimę zebrane zostały i przedstawione w Muzeum Pokoju, które także polecamy odwiedzić.

TOKYO SKYTREE Fot. iStockTOKYO SKYTREE Fot. iStock
HIROSZIMA, MUZEUM POKOJU Fot. iStockHIROSZIMA, MUZEUM POKOJU Fot. iStock

Innym muzeum, z którego słynie Hiroszima, jest Muzeum Mazdy. Ta znana na całym świecie marka samochodów od samego początku swojego istnienia produkuje swoje pojazdy właśnie w tym mieście. Już przy planowaniu wizyty można zauważyć, że firma bardzo dba o swoich klientów, ponieważ wstęp do muzeum jest całkowicie darmowy. Należy jedynie wcześniej zarezerwować wizytę na konkretny dzień. Miejsce z pewnością spodoba się wszystkim fanom motoryzacji, a przede wszystkim – fanom samej Mazdy.
Siedzibą muzeum jest fabryka stojąca nad brzegiem zatoki. Już na samym początku zwiedzania gościom muzeum zapiera z zachwytu dech w piersiach – w pierwszej sali umieszczone zostały najnowsze modele japońskiej marki.

Następnie przewodnik prowadzi do pomieszczenia poświęconego historii firmy, która sięga 1920 roku. To również miejsce, w którym można zobaczyć dawne pojazdy produkowane przez Mazdę. Możemy jedynie zdradzić, że nie od razu były to samochody. Dwa kolejne pomieszczenia przeznaczone są na zapoznanie się z technologią. W muzeum można również obserwować, ze specjalnej platformy, jak przebiega proces produkcyjny. Prezentowane są też najnowsze rozwiązania, nad którymi pracuje Mazda, aby samochody marki nie tylko jak najlepiej służyły ludziom, ale również, aby dobrze współgrały ze środowiskiem naturalnym.

MUZEUM MAZDY Fot. Materiały partneraMUZEUM MAZDY Fot. Materiały partnera

Należy wspomnieć, że fabryka Mazdy nie ucierpiała mocno w wyniku wybuchu. Dzięki temu koncern dołożył swoją cegiełkę do odbudowy miasta, organizując w fabryce pomoc dla ofiar katastrofy. Mazda potrzebowała też zaledwie 4 miesięcy, aby wznowić produkcję po eksplozji i niemalże całkowitym zniszczeniu Hiroszimy. Ten przykład doskonale pokazuje, że markę można kojarzyć z rozwojem i niezawodnością.

Miastem pełnym atrakcji turystycznych jest Kioto. To kolejne miejsce z obiektem wpisanym na listę UNESCO – Złotym Pawilonem położonym w parku zen. Świątynia robi niesamowite wrażenie, ale nic w tym dziwnego, w końcu jej ściany pokryte są płatkami prawdziwego złota. Historia budynku jest dość burzliwa. Pierwszy stanął w XIV wieku, ale podczas wojny Onin strawił go pożar. W 1950 roku świątynię podpalił

jeden z mnichów, który w ten sposób próbował popełnić samobójstwo. Budowlę, którą możemy oglądać obecnie, postawiono w 1955 roku. Zachwyca nie tylko z zewnątrz, ale również wewnątrz, gdzie znajdują się zrekonstruowane malowidła ścienne.

Warto w plan swojej podróży wpisać też drewniany kompleks buddyjskich świątyń nazywany Kiyomizu. Jest malowniczo położony na zboczu wzgórza Otowa górującego nad miastem. Przez tysiąc lat spełniał niezwykle istotną funkcję, choć dla wielu Japończyków nadal jest szczególnym miejscem. Jego majestat doceniło także UNESCO, wciągając go na listę dziedzictwa.

KIYOMIZU Fot. iStockKIYOMIZU Fot. iStock
NARA Fot. iStockNARA Fot. iStock

Świątynie to tylko jedna z atrakcji w Kioto. Inną są zamek Nijo i Zamek Uspokojonego Smoka oraz wzbudzająca duże zainteresowanie dzielnica gejsz.
W pierwszym zamku kiedyś mieszkali szoguni, drugi znajduje się w ogrodzie zen, który charakteryzuje się surowym krajobrazem – to jedynie starannie wysypany żwir i głazy porośnięte mchem.

Gejsze natomiast można spotkać w najstarszej i najsłynniejszej dzielnicy rozrywki w tym mieście – Gion. To miejsce idealnie oddające dwubiegunowy charakter Japonii – z jednej strony na ulicach wciąż czuć atmosferę sprzed setek lat, a z drugiej pełno jest tam symboli nowoczesności i rozwoju. Najważniejsze jest to, że nadal działa tam sporo lokali, w których pracują gejsze, lokalnie nazywane „geiko”, co oznacza „kobietę sztuki”. Nie jest to jednak tania atrakcja.

Na koniec proponujemy odwiedzenie miejscowości Nara, która leży niedaleko Kioto. Miasto może pochwalić się mianem pierwszej stolicy Kraju Kwitnącej Wiśni. Jeśli jeszcze nie znudziły wam się japońskie świątynie, to tamtejsza Todaiji na pewno się wam spodoba. Poza tym to punkt obowiązkowy zwiedzania – częścią tej świątyni jest Pawilon Wielkiego Buddy, czyli największy drewniany budynek na świecie. W środku można zobaczyć posąg Wielkiego Buddy wznoszący się na wysokość ponad 16 metrów. Świątynia to jeszcze jeden obiekt, którego unikatowość dostrzegło UNESCO, wpisując go na listę światowego dziedzictwa.

DZIELNICA ROZRYWKI - GION Fot. David Offf, FlickrDZIELNICA ROZRYWKI - GION Fot. David Offf, Flickr

Nieoczywisty Śląsk

czyli jak ciekawie spędzić weekend za miastem

Często, kiedy myśli się o atrakcjach turystycznych w Polsce, do głowy przychodzą tylko Morze Bałtyckie lub góry, najczęściej Tatry. Tymczasem inne regiony naszego kraju również mają wiele do zaoferowania, a jednym z nich jest właśnie Dolny Śląsk.

Naszą podróż przez Dolny Śląsk zacznijmy od Rudaw Janowickich, skąd doskonale widać Śnieżkę – najwyższy szczyt w polskich Sudetach, a zarazem najwyższy szczyt Czech. Tam warto chwilę uwagi poświęcić Kolorowym Jeziorkom, które zachwycają za każdym razem – niezależnie od tego, czy widzieliśmy je jeden raz czy dziesięć razy, zawsze robią wspaniałe wrażenie. Jednak jedynym celem wyprawy nie powinny być tylko jeziorka.

Warto rozważyć górską wędrówkę, poczynając od Kopy, a kończąc trasę w Górach Sokolich, skąd rozciąga się wspaniała panorama Karkonoszy czy Kotlinę Jeleniogórską. Jedną z ciekawszych atrakcji podczas wycieczki będą ruiny zamku w Bolczowie z fragmentami naturalnych ścian skalnych. Pamiętajmy jednak, że taka wędrówka to podróż na cały dzień.

GŁAZY KRASNOLUDKÓW, Fot. CC BY 3.0GŁAZY KRASNOLUDKÓW, Fot. CC BY 3.0

Z Rudaw Janowickich najlepiej przemieścić się w okolice Gorzeszowa, w lesie nieopodal którego ukryte są „Głazy Krasnoludków”. To nieregularnie porozrzucane, ciekawe formacje skalne – grzyby, wieże i ambony, które wspaniale komponują się z pięknym, starym lasem. Dużą zaletą tego miejsca jest to, że można podejść bardzo blisko wspomnianych skał, dokładnie im się przyjrzeć i przekonać się o ich majestacie. Są nawet fragmenty, które pozwalają na przechodzenie pomiędzy niektórymi skałkami. Dodatkowo ścieżki są bardzo dobrze oznaczone, więc nie sposób się tutaj zgubić. Z wizyty przy „Głazach Krasnoludków” będą zadowolone całe rodziny.

Z Gorzeszowa dalej można pojechać do Wałbrzycha i tamtejszego Parku Wielokulturowego „Stara Kopalnia”. Zanim się tam wybierzecie, wcześniej sprawdźcie, co ciekawego możecie tam zobaczyć. Z jednej strony oferta jest bardzo innowacyjna, z drugiej w interesujący i nietuzinkowy sposób pokazuje, jak działa przemysł. Nawet najbardziej wymagający turyści będą zadowoleni, bo każdy odnajdzie w tym miejscu coś fascynującego – jest możliwość skomponowania własnej muzyki z odgłosów wydawanych przez maszyny górnicze, przespacerowania się podziemną trasą czy wejścia na taras widokowy. Lubiący eksperymenty i nowości będą też mogli zabrać ze „Starej Kopalni” nietypową pamiątkę – pod warunkiem, że wezmą udział w warsztatach ceramiki. W podróż po tym niezwykłym świecie zabiorą was oczywiście górnicy – i to tacy, którzy kiedyś tam pracowali.

STARA KOPALNIA, WAŁBRZYCH Fot. CC BY 3.0STARA KOPALNIA, WAŁBRZYCH Fot. CC BY 3.0
KOMPLEKS RIESE Fot. Mariusz Cieszewski, CC 4.0KOMPLEKS RIESE Fot. Mariusz Cieszewski, CC 4.0

Drugi dzień warto poświęcić na odkrywanie tajemnic Dolnego Śląska. I to dosłownie, bo po noclegu w okolicach Wałbrzycha najlepiej pojechać zobaczyć obiekty należące do projektu Riese, czyli Sztolnie Walimskie, Osówkę i Włodarz. Projekt Riesie oznaczał kryptonim największego kompleksu górniczo-budowlanego nazistów rozpoczętego (i nigdy nie dokończonego) w czasie II wojny światowej. To miejsce idealne dla miłośników historii, amatorów tajemnic i zagadek, skrywa w sobie sekrety sprzed lat.
Po wizycie w miejscu pełnym historycznych wspomnień dobrze jest odpocząć w Chacie pod Sową, gdzie podają wyśmienite jedzenie, a piwosze mogą wybierać spośród całego wachlarza regionalnych odmian złocistego trunku. A to wszystko okraszone wspaniałymi widokami na otaczające góry. Najlepiej, oczywiście, o zachodzie słońca.

Kolejnym przystankiem na naszej trasie będzie Nowa Ruda. Znajduje się tam nieczynna już kopalnia, w której niegdyś pracowały tysiące górników. Teraz na niewielkim fragmencie stworzono trasę turystyczną, która umożliwia przyjezdnym zapoznanie się z historią tego miejsca i całej gałęzi przemysłu, jaką jest górnictwo.
Stamtąd krętymi drogami przenieście się na Srebrną Górę, aby zwiedzić Twierdzę i Fort. Następnie przenieście się do Kłodzka, gdzie czeka podziemna trasa turystyczna. Rozpoczyna się ona przy ulicy Zawiszy Czarnego i liczy 600 metrów długości.

Działa od 1979 roku i jest uważana za jedną z najciekawszych miejskich tras podziemnych w całym kraju. Dzięki niej można zapoznać się z historią miasta i zrozumieć myśl techniczną budowniczych. Po wyjściu na powierzchnię warto wybrać się na spacer mniej uczęszczanymi uliczkami. Nie bójcie się odejść od rynku, na którym zwykle wielu turystów kończy zwiedzanie. W zakamarkach Kłodzka kryje się wiele ciekawych miejsc, których odnalezienia nie pożałujecie.

Po opuszczeniu Kłodzka dalsza trasa zwiedzania zaprowadzi nas do Bystrzycy Kłodzkiej. Piękna panorama – miasto położone jest nad Bystrzycą i Nysą Kłodzką, zaskakujący Mały Rynek i okolice sprawią, że będziecie chcieli bez końca błądzić po mieście. W Bystrzycy znajdują się też trzy wieże, które przyciągają uwagę turystów: Brama Wodna, Baszta Rycerska i Baszta Kłodzka. Znajdują się na oznakowanej trasie liczącej około 2 km.

Na koniec dnia warto wybrać się do Międzygórza, aby zobaczyć tamtejszy wodospad Wilczki.

BYSTRZYCA KŁODZKA Fot. CC BY SA 3.0 PLBYSTRZYCA KŁODZKA Fot. CC BY SA 3.0 PL
  • Rudawy

    Rudawy

  • Międzygórze

    Międzygórze

  • Wałbrzych

    Wałbrzych

  • Szczeliniec

    Szczeliniec

  • Kłodzko

    Kłodzko

Szczeliniec Fot. Lech_Darski CC BY SA 3.0Szczeliniec Fot. Lech_Darski CC BY SA 3.0

Po spędzeniu nocy w jednym z pensjonatów pora udać się w dalszą drogę w kierunku Dusznik-Zdroju. Przez cały ten czas będziecie odkrywać uroki Gór Stołowych. Na pewno nie można pominąć wizyty na Szczelińcu i Błędnych Skałach. To formacje skalne przybierające naprawdę intrygujące kształty. A z płaskiego niczym stół szczytu Szczelińca rozciąga się piękny widok.

Miejscami, których nie można pominąć na Dolnym Śląsku, są wspomniane wcześniej Duszniki oraz Kudowa-Zdrój. W obu miejscach znajdują się piękne parki zdrojowe. W Dusznikach można spróbować rozmaitych, leczniczych wód o ciekawych nazwach – jest „Pieniawa Chopina”, „Jan Kazimierz” czy „Agata”.

Wstęp do Pijalni Wód Mineralnych kosztuje zaledwie 1,80 zł! Nazwa nawiązująca do wybitnego kompozytora nie jest przypadkowa. Fryderyk Chopin zagrał tu w 1826 swój pierwszy publiczny, zagraniczny koncert. Artystę upamiętnia pomnik i dworek jego imienia. Wart uwagi jest również ogród fenologiczny, gdzie po kwitnących roślinach bez trudu można rozpoznać cztery pory roku.

W Kudowie park zdrojowy leży w samym jej sercu. To idealne miejsce na spokojne, jesienne spacery. Powstał w XVIII wieku i jest utrzymany w stylu angielskim. Jeżeli gdzieś chcecie odnaleźć ciszę i oddać się chwili samotności, to park nadaje się do tego doskonale. Zwłaszcza, jeśli wybierzecie się na przechadzkę rankiem.

Sanatorium Polonia Fot. Zenodot Verlagsgesellschaft mbHSanatorium Polonia Fot. Zenodot Verlagsgesellschaft mbH

Kudowa to również uzdrowisko, dlatego i tam nie brakuje wód mineralnych o leczniczych właściwościach. Do tego miejscowość jest dobrą bazą wypadową dla miłośników górskich wędrówek.

Następny dzień to powrót w okolice Masywu Śnieżnika i zwiedzanie Jaskini Niedźwiedziej będącej świadectwem historii sprzed milionów lat. Jej wnętrza można oglądać od 1983 roku. Oprowadza po nich przewodnik, a wycieczka jest przyjemna, ponieważ prowadzi wygodnymi, szerokimi chodnikami, a cała jaskinia jest dobrze oświetlona, więc bez problemu widać wszystkie nietypowe formy znajdujące się w środku – majestatyczne stalaktyty, stalagmity czy misy

martwicowe. Zwiedzanie zajmuje około 40 minut.

Nie macie jeszcze dość podziemnych atrakcji? To dobrze, bo następnym przystankiem będzie Kopalnia Uranu w Kletnie. Jej okolica jest niezwykle spokojna, a i dojazd do samej kopalni spodoba się osobom, które lubią podróżować górskimi szosami. Zwiedzanie wnętrz kopalni trwa około 45 minut. Podczas wycieczki bliżej zapoznacie się z trudami pracy w takim miejscu, zobaczycie też, jak piękne potrafią być minerały tworzące góry. Nie jest to miejsce tłumnie odwiedzane przez turystów, więc jest szansa, że przewodnik poświęci wam nieco więcej czasu i odpowie na wszystkie nurtujące was pytania.

Twierdza Srebrna Góra Fot. CC BY 3.0

Na koniec podróży zatrzymajcie się jeszcze w Lądku-Zdroju, który jest jednym z najstarszych uzdrowisk w Polsce, choć na tle innych tego typu kurortów wypada nieco gorzej. Mimo wszystko, jest to urokliwa miejscowość z ciekawą, bardzo starą architekturą, którą możemy podziwiać dzięki temu, że w czasie działań wojennych miasto prawie w ogóle nie zostało zniszczone. W Lądku nie ma utartych szlaków turystycznych i miejsc, które trzeba zobaczyć. Najlepiej zwiedzać to miasteczko, błądząc bez celu i napawając się jego spokojną atmosferą.

Ciekawe i malownicze trasy przez najpiękniejsze zakątki Polski znaleźć można w projekcie Slow Road, którego pomysłodawcą jest Mazda. Co kryje się pod tymi dwoma słowami? Slow Road to nic innego jak trasa samochodowa obfitująca w niesamowite widoki i fascynujące miejsca, w których można spędzić naprawdę wolny czas. Celem projektu Slow Road jest stworzenie całej mapy takich tras i miejsc z każdego województwa. Dotychczas udało się stworzyć osiem tras, które znajdziecie na stronie www.slowroad.pl.

Ruchome budynki -

fantazja, czy przyszłość architektury?

Wizjonerzy i utopiści już dawno projektowali ruchome budowle – wędrujące budynki, obracające się i unoszące w górę i w dół domy. Nie mieli jednak złudzeń, że ich wizje się zmaterializują. Okazuje się, że ruchoma architektura nie jest już tylko mrzonką. Na świecie powstaje coraz więcej nadających się do realizacji pomysłów na to, by budynki zmieniały położenie. I bardzo często ma to bardzo praktyczne zastosowanie.

Mówi się, pierwsze pomysły na ruchomą architekturę pojawiły się w średniowieczu, a dowodem na to są mosty zwodzone. Te podnoszone i opuszczane przeprawy, zapewniające bezpieczeństwo mieszkańcom dawnych zamków i grodów, to nic innego jak wczesne przykłady kinetycznej architektury, próby udoskonalenia budynków poprzez dodanie do nich ruchomych elementów. Współczesną odmianą takiej konstrukcji mogą być ruchome mosty. Niedawno, w czerwcu 2017 roku, w Gdańsku otwarto kładkę dla pieszych, łączącą dwa brzegi Motławy w okolicy ul. Grodzkiej. Most ma 70,5 metra długości oraz od 6,76 do 10,56 m szerokości. Składa się z dwóch części, które w chwili, gdy rzeką ma przepłynąć statek, podnoszą się. Każde pod kątem 65 stopni. Ruchoma kładka jest od początku swojego istnienia nie tylko funkcjonalnym obiektem, ale i sporą atrakcją turystyczną.

Fot. Agencja GazetaFot. Agencja Gazeta

Wizje zmieniającej położenie architektury na dobre rozwinęły się w XX wieku – wraz z rozwojem ruchów awangardowych pojawili się futuryści, zafascynowani możliwościami, jakie dają nowe techniki budowlane, maszyny, silniki i samochody oraz wiele innych wynalazków rewolucji przemysłowej. Już w latach 40. swoje innowacyjne projekty zaczął prezentować światu Buckminster Fuller, wizjoner, który jednocześnie ma ogromne zasługi w rozwoju nowoczesnych technologii budowlanych.

O ile Fuller swoje projekty koncentrował wokół zagadnień konstrukcyjnych, o tyle działająca niedługo później brytyjska grupa Archigram kreśliła futurystyczne wizje urbanistyczne, rysując całe wędrujące miasta. Budynki-roboty wyposażone w „odnóża” umożliwiające przemieszczanie się miały być rozwiązaniem problemów z wyczerpywaniem się zasobów naturalnych lub z ciągłym poszukiwaniem coraz lepszych miejsc do tworzenia np. nowych fabryk, a co za tym idzie - nowych miejsc pracy.

Wizjonerskie projekty kinetycznej architektury zwykle wynikały z realnej potrzeby: od dających poczucie bezpieczeństwa mostów zwodzonych po miasta, które „wędrowały”

w poszukiwaniu lepszego miejsca do życia dla swoich mieszkańców. Nie inaczej jest dziś. Różnicą jest to, że współczesne technologie coraz częściej pozwalają te często szalone pomysły realizować. Przykłady?

Fot. Materiały partneraFot. Materiały partnera

Branża motoryzacyjna przywiązuje wagę do kształtu ułatwiającego szybką jazdę, a zarazem będącego kwintesencją tego, co nazywamy aerodynamiką. Pewną oczywistością jest fakt, że opływowe formy powodują mniejszy opór powietrza. Jednak właśnie ta prosta z pozoru konstatacja spędza sen z powiek projektantom samochodów. Sęk w tym, by wzór samochodu przywodził na myśl ruch, nawet gdy ten stoi na parkingu przed domem. Wycyzelowany kształt ma być metaforą szybkości. O tym wprost mówi nowa filozofia Mazdy – KODO – próbująca uchwycić ulotną duszę ruchu. Ten wyjątkowy język projektowania bezpośrednio przekłada się na wygląd samochodów tej marki. Nadaje im zwierzęcej drapieżności, mocy. Sprawia, że auta stają się emanacją ruchu. Wyglądają, jakby wprost czaiły się do skoku.

  • Suite Vollard

    Suite Vollard

    W 2001 w Kurytybie w Brazylii powstał pierwszy na świecie budynek o ruchomych kondygnacjach - Suite Vollard. Każde z 15 pięter apartamentowca może obracać się niezależnie od pozostałych, wokół własnej osi. Pełny obrót wykonuje w godzinę. Dom zaprojektował Bruno de Franco, za całe przedsięwzięcie odpowiedzialne był dwie firmy: Moro Construç?es Civis LTDA i Fritz Georg Gehbauer. Budynek, w którym każdy z apartamentów kosztował 400 tysięcy dolarów, oferuje dzięki innowacyjnej konstrukcji swoim mieszkańcom nie tylko zmieniający się wciąż widok z okna, ale i większy dostęp do światła dziennego.

  • Dynamic Tower

    Dynamic Tower

    Podobny pomysł miał autor najbardziej znanego projektu kinetycznej architektury w ostatnich latach, czyli David Fisher. Ten architekt izraelskiego pochodzenia, który prowadzi pracownię we Florencji, zaprojektował Dynamic Tower, 400-metrową, 80-piętrową wierzę w Dubaju. I tu każda z kondygnacji może poruszać się niezależnie od pozostałych, przesuwając się z prędkością 6 metrów na minutę. Wieżowiec miał być zbudowany już w 2010 roku, niestety nadal koncepcja Fishera pozostaje na papierze – budowa ruchomego drapacza chmur jest bardzo kosztowna.

  • Heliotrop

    Heliotrop

    Niemiecki architekt Rudolf Dish zaprojektował obracający się dom dla własnej rodziny – nazwał go Heliotrop. Konstrukcja domu powala mu obracać się nie tylko po to, by zmienić widok za oknem, ale przede wszystkim w celu maksymalnego wykorzystania energii słonecznej. Bo stojący we Fryburgu Bryzgowijskim dom Heliotrop – to samowystarczalna energetycznie budowla, wyposażona w panele fotowoltaiczne, które dzięki obracaniu się budowli „pobierają” energię ze słońca przez cały dzień. Co więcej, dzięki szklanym ścianom także wnętrza domu są wciąż pełne światła oraz ogrzewane promieniami słonecznymi. W przypadku tej konstrukcji ruch zapewnia domostwu prąd, światło i ciepło.

  • Draaiend Huis

    Draaiend Huis

    Zupełnie inny pomysł miał architekt i artysta John Körmeling. Do złudzenia przypominająca prawdziwy dom makieta o nazwie „Draaiend Huis” powoli porusza się wokół wiecznie zakorkowanego ronda. Umilając przejazd samochodom, komunikuje zarazem, że Tilburg jest miastem otwartym na oryginalne pomysły. Jeszcze bardziej nietypowy pomysł zrealizował podczas Biennale Sztuki w Liverpoolu w 2008 roku Richard Wilson. Stworzył on instalację pt. „Turning the Place Over”. W fasadzie budynku w centrum miasta wyciął kolisty fragment o średnicy 8 metrów, po czym za pomocą dość skomplikowanej maszyny wprawił go w ruch. Wycięty fragment elewacji mógł poruszać się w trzech wymiarach: wokół własnej osi, w przód i tył.

Zrealizowanym w XXI wieku projektom poruszających się budowli daleko oczywiście do wizjonerskich i utopijnych koncepcji futurystów. Jednak na podstawie nawet tylko tych kilku wybranych przykładów widać, że ruch w architekturze może mieć zastosowanie. Czy doczekamy się niedługo nie tylko obracających się, ale i kroczących budynków?

Współczesna Amazonka:

„Dzisiaj konkuruję sama ze sobą”

Anna Sokólska, trzydziestoletnia białostoczanka, to prawdziwa superbohaterka. Jest mistrzynią świata w szlachetnej sztuce łucznictwa konnego. Sukces zawdzięcza pasji, ciężkiej pracy i niezwykłej więzi, która łączy ją z wierzchowcami.

W najnowszej reklamie Mazdy Anna Sokólska samotnie galopuje po plaży. Jej długie blond włosy i siwą grzywę konia rozwiewa wiatr. Motyw przewodnie kampanii to Jinba Ittai, harmonia jeźdźca z koniem. To filozofia, którą kieruje się marka projektując swoje samochody.

- Pęd to odskocznia od codziennych obowiązków. W ruchu czuję się wolna. Wtedy nic mnie nie ogranicza. Wiem, że wszystko jest możliwe - mówi Sokólska, która podkreśla, że odpoczynek należy się w takim samym stopniu wierzchowcowi, co jej samej.

Anna Sokólska Fot. Materiały partneraAnna Sokólska Fot. Materiały partnera

Ania jest najlepszą łuczniczką konną świata. Ostatni złoty medal zdobyła w połowie października 2017 roku w japońskim mieście Obihiro, na wyspie Hokkaido.
Polka - jedyna reprezentantka Europy - zwyciężyła w konkurencjach: koreańskiej i węgierskiej. Wywalczyła też srebrny medal w konkurencji japońskiej (Yabusame).

Na co dzień Sokólska jest trenerką koni w AMM Archery (białostocko-warszwski zespół szkoleniowy w łucznictwie konnym i tradycyjnym). Razem ze swoim ulubionym wierzchowcem - arabem Czanarem – biorą też udział w pokazach łucznictwa konnego. Czanar razem z Anią wystąpił w reklamie Mazdy, był gwiazdą kilku teledysków, a nawet pojawił się na deskach białostockiej opery. Sokólska nie rozstaje się też z Eldettą, czteroletnią klaczą, którą sama ułożyła i trenuje. W 2016 i 2017 pobiły razem dwa rekordy Polski na torze węgierskim i koreańskim.

- Konia trzeba się nauczyć. To wymaga cierpliwości, poświęcenia, skupienia. Nic nie dzieje się od razu. Jeżeli ktoś spędzi z koniem godzinę w tygodniu, to stworzenie nie da się poznać. Musi minąć sporo czasu, żeby zbudować wzajemne zaufanie. Ja moje konie widzę prawie codziennie. Jestem w stanie przewidzieć prawie każdy ich ruch. Jeżdżę bez wodzy, więc muszę być ich pewna

- opowiada Sokólska.

Łuczniczka już jako dziecko wiedziała, że nie wytrzyma monotonii pracy za biurkiem. Chciała zostać policjantką albo weterynarzem. Wychowana w Białymstoku, każdą wolną chwilę spędzała u babci na wsi.

Anna Sokólska Fot. Materiały partneraAnna Sokólska Fot. Materiały partnera

- Potrzebuję być blisko natury. Teraz mieszkam na Podlasiu, nieopodal lasu

- mówi. Od kiedy sięga pamięcią, najszczęśliwsza była w otoczeniu zwierząt – psów, kotów i, oczywiście, koni. Skończyła więc Technikum Hodowli Koni w Supraślu. Ale jeździć konno zaczęła dopiero w wieku 18 lat w Klubie Jeździeckim „Kres”. Zaczęło się od skoków i ujeżdżania. Łucznictwem konnym, czyli sportem łączącym jeździectwo ze strzelaniem z łuku do celu, zajęła się prze przypadek.

- Rodzice byli zdziwieni, że wybrałam tak nietypową ścieżkę kariery. Dopiero gdy zaczęłam osiągać sukcesy, przekonali się do mojej decyzji -

tłumaczy.

Najpierw Sokólska startowała na zawodach w kraju, następnie pojechała na zawody na Ukrainę, potem do Turcji. Przywiozła stamtąd pierwsze złote medale.

- Zdobycie medalu to był pierwszy cel, jaki sobie wyznaczyłam. Z czasem stawiałam sobie coraz trudniejsze wyzwania. Dzisiaj nie zależy mi na tym, żeby być lepszą od innych, tylko by wciąż poprawiać własne wyniki. Konkuruję sama ze sobą - mówi mistrzyni.

Na zawodach, gdzie nie ma podziału na kobiety i mężczyzn, zawodniczek jest zazwyczaj kilka na kilkudziesięciu mężczyzn. Ania z nimi też wygrywa. - Chyba trochę się mnie boją - śmieje się zawodniczka. Nie na darmo ma wśród znajomych przezwisko SzatAnka. Nie boi się ryzyka. - W tym roku kilka razy spadłam z konia. Trzeba to wliczyć w koszty. Wszystko się może zdarzyć - przekonuje.

Gdy rozmawiamy, walczy z przeziębieniem. To dopiero drugi dzień choroby, a już brakuje jej aktywności. Choć przemawia przez nią ambicja, jest jednocześnie skromna. Dziewczęca, ale silna. Pełna pasji i zdeterminowana. - Nie chcę i nie potrafię się zatrzymać – zaznacza. Ani w galopie, ani w treningach (gdy nie jeździ konno, ćwiczy lekkoatletykę, chodzi na siłownię, biega), ani na zawodach.

Na Instagramie można obejrzeć jej relacje z międzynarodowych zawodów, również z tych ostatnich na wyspie Hokkaido. Kibicują jej setki followersów z całego świata, zachwycając się nie tylko jej talentem, ale także słowiańską urodą.

W długim warkoczu, bez makijażu i w spodniach pozuje nie tylko na padoku, ale także z przyjaciółmi. Bo gdy wraca z zawodów, jest zwyczajną trzydziestolatką.

Łucznictwo konne uprawia się co najmniej do czterdziestki, więc czeka ją jeszcze wiele lat sukcesów. I podróży, bo to one są drugą wielką pasją Sokólskiej. Jej ulubione kierunki to: Japonia, Malezja i Afryka. -

Nie widziałam jeszcze lwa. To moje wielkie marzenie - śmieje się Ania.

Na pewno je zrealizuje.

Nowoczesny design

w luksusowych wnętrzach

W luksusowym wnętrzu nie ma przypadkowości. Niezależnie od tego czy mamy do czynienia z mieszkaniem, czy samochodem, luksus to wysokiej jakości materiały, kunszt wykonania i idealnie dopasowane dodatki. Estetyka, ale i funkcjonalność. Znakomity styl w każdym detalu.

Luksusowe wnętrza kosztują. Nie są więc dla każdego. Jednak nie wystarczy zainwestować w drogie meble lub sprzęt, aby cieszyć się ekskluzywnością. Wszystko musi jeszcze ze sobą współgrać. Wnętrze z klasą to symbioza faktur, kolorów i form. Jego stworzenie najlepiej pozostawić fachowcom, specjalistom od aranżacji, projektantom.

Drewno, kamień i skóra

Nowoczesne i ekskluzywne wnętrze to przede wszystkim doskonałej jakości materiały. Podłogi w takich mieszkaniach są najczęściej z najlepszych gatunków drewna. Drewno to dąb, wiśnia, klon, brzoza lub gatunki egzotyczne, takie jak tek, iroko czy wenge. W luksusowych mieszkaniach często spotka się parkiety dekoracyjne, powstałe z kilku kolorów drewna. W dużych pomieszczeniach w centralnym punkcie można ułożyć np. rozetę. Równie często stosuje się kamień naturalny. Oznaką luksusu jest marmur. Bardzo efektownie wygląda posadzka z zestawienia białego i czarnego onyksu. Świetnie sprawdzą się też płytki podłogowe powstałe z impregnowanej tłoczonej skóry.
Ściany w luksusowych mieszkaniach są wyłożone panelami ze szlachetnych gatunków drewna (wiśnia, mahoń) lub płytami z kamienia. Designerskie są ściany przykryte piaskowanymi lustrami lub szkłem. Szklane tafle dają wrażenie przestronności, tworzą refleksy, zwielokrotniają odbicia, załamują światło. Pojawiają się także panele trójwymiarowe i tapicerowane. Na sufitach umieszcza się sztukaterie.

Drewniana podłoga jest piękna i ponadczasowa, doskonale sprawdzi się dębowa Fot. HomebookDrewniana podłoga jest piękna i ponadczasowa, doskonale sprawdzi się dębowa Fot. Homebook
Fot. Materiały partneraFot. Materiały partnera
Fot. Materiały prasoweFot. Materiały prasowe

Lampy ręcznie robione

W luksusowym wnętrzu nie może zabraknąć produktów od designerów. Ekskluzywność, bowiem wyklucza masowość. Lampa od znanego projektanta sprawi, że mieszkanie będzie się wyróżniać, stanie się unikalne, będzie miało klasę.
Za najdroższą lampę na świecie uznawana jest Pink Lotus zaprojektowana przez Tiffany'ego w 1906 roku. W grudniu 1997 roku sprzedano ją na aukcji rzemiosła w Christies za 2,8 mln dolarów. Lampa składa się z 2 tys. kawałków ręcznie wycinanego szkła, a jej podstawa została wykonana z brązu. Dziś znakiem najwyższej jakości i najciekawszego wzornictwa są marki Arturo Alvarez, Azzardo, Elstead Ligting, Italux czy Aquaform. Co ciekawe, lampy hiszpańskiej firmy Arturo Alvarez są wytarzane ręcznie i to właśnie stanowi podstawę wartości marki i nadaje wyrobom niepowtarzalny charakter.

Meble z gwarancją

Do światowej czołówki branży meblarskiej należy amerykański koncern „Henredon”. Ekskluzywne meble produkowane są z wyselekcjonowanych, najwyższej jakości materiałów, na które firma udziela dożywotniej gwarancji. Koncern istnieje od 1945 roku i pomimo stosowania nowoczesnych technik produkcyjnych, wciąż wiele elementów wykonywanych jest ręcznie.
Na meble portugalskiego koncernu „Boca do Lobo” trzeba czekać co najmniej miesiąc. Każdy produkt marki to arcydzieło sztuki współczesnej. Koncern wytwarza dla miliarderów m.in. ozdobne sejfy, stoliki, szafki, konsolety i ramy do luster. Jedną z najbardziej oryginalnych propozycji jest ekskluzywny kredens „Symphony”. Powstał z egzotycznego drewna pokrytego politurą z palisandru i jest ozdobiony złotymi rurkami imitującymi kościelne organy.

Fot. Materiały prasoweFot. Materiały prasowe
Fot. Materiały prasoweFot. Materiały prasowe

Tkaniny od projektantów mody

O luksusowym charakterze mieszkania decydują również tkaniny. Najwięksi projektanci mody - Giorgio Armani, Calvin Klein, Hugo Boss czy Ralph Lauren, tworzą własne linie materiałów do wnętrz Wykorzystują oni tkaniny naturalne takie jak len, jedwab, wełna i bawełna, ale utkane w nietypowy sposób. Często materiały są ozdobione haftami lub ułożone w kolorowe wzory, np. klasyczny paysley albo kraty. Bardzo luksusowe są żakardy. Dostępne są również tkaniny ze złotą lub srebrną nitką czy z nitkami metalowymi. Luksusowe materiały są wykorzystywane na zasłony, obicia lub w dodatkach takich jak ozdobne poduszki. Bardzo ekskluzywne są tapety żakardowe. Jedne z bardziej luksusowych wytwarza założona w 1848 roku belgijska tkalnia Calcutta-Asanderus. Kupno wysokiej jakości tkaniny to spory wydatek, ale np. ręcznie haftowany jedwab od znanego projektanta wykorzystany do dekoracji wnętrza sprawi, iż nabierze ono wyjątkowego charakteru.

Porcelana na stole

Szyku dodają wnętrzu niezwykłe dodatki. Najbardziej luksusowe są oczywiście dzieła sztuki, i to zarówno artystów dawnych, jak i współczesnych. Ekskluzywne jest także szkło artystyczne i ceramika. Kwintesencją stylu i elegancji są wyroby duńskiej marki Holmegaard. W założonej w 1825 roku przez hrabinę Henriett Danneskiold-Samsoe fabryce szkła wszystkie produkty wykonuje się ręcznie z dmuchanego szkła.
Jednym z najsłynniejszych wytwórców porcelany jest firma Rosenthal. Marka powstała w II połowie XIX wieku, a pierwszym wyrobem, który odniósł sukces, była porcelanowa

popielniczka z napisem „miejsce odpoczynku dla zapalonego cygara”. Ikoną designu jest powstały w roku 1916 serwis porcelanowy „Biała Maria”. Dla Rosenthala tworzyli artyści: Henry Moore, Friedensreich Hundertwasser, Salvador Dali i Ernst Fuchs. Od 1992 roku powstaje Rosenthal meets Versace - seria bogato zdobionych serwisów obiadowych i herbacianych. Najsłynniejsze z nich to biało-niebieski „Le Grand Divertissement”, biało-złoty „Meandre d'Or” i występująca w kilku kolorach „Medusa” z charakterystycznym logo Versace, czyli głową Gorgony.

Fot. Materiały prasoweFot. Materiały prasowe

Nie tylko domy i mieszkania

Luksus jest ponadczasowy. Widać to np. w samochodach. Szczególną wagę do tego aspektu przykłada Mazda. Końcowa forma każdego elementu kabiny to efekt wnikliwych przemyśleń, dzięki czemu powstaje

eleganckie i pięknie skomponowane wnętrze, które stanowi połączenie bezpiecznej i relaksującej przestrzeni pracy kierowcy oraz wygodnego, stylowego i funkcjonalnego przedziału pasażerskiego, pozwalając wszystkim użytkownikom w pełni cieszyć się jazdą.

Doskonałym przykładem jest tutaj wnętrze nowej Mazdy CX-5. Wnętrze japońskiego SUV-a zorientowano wokół inteligentnie rozplanowanego kokpitu z ergonomicznie rozmieszczonymi wskaźnikami, zegarami i panelami obsługi systemów pokładowych oraz centralnym punktem, jakim jest kierownica. Postawiono na prostotę i elegancję. Każdy detal jest wykonany z najwyższej jakości materiałów, a całe wnętrze cechuje się ergonomicznymi i innowacyjnymi rozwiązaniami. Po prostu luksus.

Fot. Materiały partneraFot. Materiały partnera

Japoński design w polskim domu?

Zdziwisz się, kiedy zobaczysz, ile japońskich rzeczy masz u siebie

Choć Japonia leży daleko od Polski, to wbrew pozorom możemy odnaleźć bardzo wiele elementów jej kultury w swoim najbliższym otoczeniu. I nie mamy tu na myśli wyłącznie elektronicznych sprzętów, z których Japonia słynie. Japońskie domy urządzone są według kilku przewodnich zasad, które coraz łatwiej dostrzec i w polskich domach.

Japoński design ściśle łączy się z tradycją, filozofią i tożsamością narodową. Co za tym idzie, wystrój wnętrz opiera się też na zasadzie harmonii. Co ciekawe, często osiąganej przez umiejętne połączenie

elementów i zjawisk, które na pierwszy rzut oka wydają się wykluczać. Harmonizuje się więc sztuczne z naturalnym, przyjemne z pożytecznym czy lokalne z globalnym.

Japońskie wnętrze Fot. CCJapońskie wnętrze Fot. CC

Drewno

Zgodnie z zasadami filozofii Zen, w japońskich wnętrzach widać bardzo wiele inspiracji czerpanych z natury. Pomijając rośliny, we wnętrzach pojawia się też dużo elementów drewnianych – zarówno konstrukcyjnych jak i dekoracyjnych. Okna, ściany, przesuwane ekrany, podłogi i meble – najchętniej wybiera się takie zrobione z klonu, cyprysu czy sosny.
Trudno zaprzeczyć, że także w polskich domach od wielu lat z upodobaniem stosuje się ten surowiec, który kojarzy się niewymownie swojsko.

Wielofunkcyjność

Japońskie wnętrze powinno być przede wszystkim funkcjonalne. Czy nie jest to coś bliskiego sercu praktycznego Polaka? Każdy pokój powinien być zorganizowany w taki sposób, by przestrzeń dało się wykorzystać jak najlepiej w różnych celach. To samo pomieszczenie może służyć za jadalnię, bawialnię, a nawet sypialnię. W optymalnej aranżacji przestrzeni pomaga użycie przesuwanych drzwi, tradycyjnie nazywanych shoji.

Elementy natury - rośliny

Japońska kultura opiera się na miłości i szacunku dla przyrody. Najlepszym sposobem, by podtrzymać więź ze światem natury, jest wprowadzenie jej elementów do wnętrza. Najłatwiej osiągnąć to przez wstawienie do pokoju roślin. Trudno chyba nie zauważyć, że kwiaty od lat kojarzą się także z polskim tradycyjnym domem, pielęgnowane i podlewane z wielką pieczołowitością.

Suwane drzwi były popularnym rozwiązaniem w Polsce jeszcze za czasów PRL, więc trudno nie zauważyć tego praktycznego połączenia z Krajem Kwitnącej Wiśni.Suwane drzwi były popularnym rozwiązaniem w Polsce jeszcze za czasów PRL, więc trudno nie zauważyć tego praktycznego połączenia z Krajem Kwitnącej Wiśni.
Japończycy wybierają najczęściej drzewka bonsai i bambusa, które przecież i nam nie są obce. Pojawiają się też u nich orchidee czy palmy.Japończycy wybierają najczęściej drzewka bonsai i bambusa, które przecież i nam nie są obce. Pojawiają się też u nich orchidee czy palmy.

Dużo światła

Skoro w domu są rośliny, to oznacza, że nie powinno zabraknąć dla nich światła . Najlepiej naturalnego. Japońskie domy słyną z dużych okien ustawionych w taki sposób, by jak najlepiej wykorzystać to, co daje słońce.
Zgodnie z zasadą minimalizmu, na oknach nie ma zwalistych firan ani zasłon – to zjawisko, które również coraz częściej można zaobserwować w Polsce. Drewniane żaluzje czy rolety, przywodzące na myśl japońskie papierowe ściany, stają się coraz bardziej popularnym rozwiązaniem także

i w polskich domach, których gospodarze mają dość zakurzonych firan odcinających dopływ światła do domu.
Trudno też nie zauważyć, że także w Polsce od lat popularne są papierowe lampy, których widok jest czymś naturalnym w azjatyckich krajach. Papierowe klosze na bambusowych bądź metalowych konstrukcjach miały chronić płomień świeczki przed wiatrem. Z biegiem lat zamiast ognia zaczęto stosować żarówki, a tego typu lampy pojawiły się w domach na całym świecie.

Ażurowe przepierzenia Fot. CCAżurowe przepierzenia Fot. CC

Minimalizm i prostota

Japońskie wnętrza mają być też przede wszystkim proste. Ich wystrój powinien być wysmakowany, delikatny, piękny, prosty, ale też praktyczny. W ich urządzaniu przywiązuje się bardzo dużą wagę do szczegółów i detali. Im mniej w środku bibelotów, które nie posiadają żadnej konkretnej funkcji, tym lepiej.
Najpopularniejsze kolory wybierane do urządzenia domu to czarny, biały, szary i brązowy. Brzmi znajomo?
Na podłogach często leżą robione ze słomy ryżowej maty tatami, które są podstawowym elementem wystroju w tradycyjnej japońskiej architekturze. Na początku izolowały od gołej ziemi i zimna, by stać się przenośnym elementem, na którym równie dobrze można spać, jak na materacu, by stać się stałym elementem przykrywającym podłogę.

Postulat prostoty widać także w przedmiotach codziennego użytku. Meble nie są fikuśne, ich ramy są proste. Są też najczęściej niskie. Przedmioty takiej jak kubki i szklanki są zdecydowanie mało strojne – mają się wpisywać w myśl ideału Shibui. Ten zakłada eliminację wszystkiego, co może być absurdalne czy wulgarne – stawia się tutaj na elegancję, prostotę i nienachalne piękno.
Ważne są detale – tekstura, równowaga i funkcjonalność zarazem. To połączenie ma gwarantować, że nie znudzimy się przedmiotem zaprojektowanym w tym duchu, bo zawsze będziemy w stanie dostrzec w nim coś nowego, jak choćby to, że z czasem nabiera jeszcze więcej wartości. Tak jak ta XVIII-wieczna miseczka do herbaty, z której równie dobrze moglibyśmy się napić i dziś (zdjęcie po prawej):

Miseczka do herbaty Fot. CCMiseczka do herbaty Fot. CC

Coraz częściej widzimy w polskich domach podobne zjawisko – wnętrza są wolne, niezagracone, a zarazem funkcjonalne i cieszące oko swoim surowym pięknem.
Wszystkie te elementy wystroju w efekcie mają też dać wrażenie, że dom tak naprawdę żyje. Otwarta przestrzeń, dużo światła, mobilne elementy wyposażenia – dzięki temu można poczuć energię ukrytą w przestrzeni, która choć nieruchoma, sprawia wrażenie, że w każdej chwili coś się może zacząć tam dziać.

Funkcjonalne rozwiązania pozwalają na dowolną aranżację wnętrza, odpowiadającą aktualnym potrzebom użytkownika. Co w jakimś stopniu łączy się z filozofią Kodo, której założenie polega właśnie na tym, że w nieruchome przedmioty ich twórcy i artyści, mają tchnąć życie i wywołać to samo uczucie, jakiego doświadczamy patrząc na polujące zwierzę, gotowe do skoku w każdym momencie. Dzięki temu przedmiot tworzony w zgodzie z jej duchem, niezależnie od tego czy będzie to rzeźba, miska, krzesło czy samochód, jest niepowtarzalny. Nie tylko piękny, ale też tworzący aurę przepełnioną intensywną energią i dynamiką.